Dlaczego to robię.
Wychowałam się w Szczecinie. Wokół siebie nie miałam zbyt wielu przykładów naprawdę szczęśliwych relacji. Patrzyłam, jak ludzie, których kochałam, nie mogą się zrozumieć — i sama tego doświadczyłam, w związkach trudnych albo po prostu niewłaściwych. To doświadczenie raczej obudziło we mnie ciekawość niż cynizm. Chciałam zrozumieć, co naprawdę sprawia, że niektóre związki są udane, a inne często kończą się strasznymi kłótniami.
Przez lata pracowałam jako architekt. Kiedy zmieniłam kierunek, to była najbardziej świadoma decyzja, jaką podjęłam. Chciałam robić coś, w co głęboko wierzę. Wiem, że nic nie wpływa na szczęście bardziej niż nasze bliskie relacje.
Wyszkoliłam się jako coach relacji i znalazłam metodę, która idealnie pasowała do tego, do czego sama doszłam: że urazy są źródłem problemu, a ich rozwiązywanie — systematycznie i spokojnie — jest tym, co pozwala wszystkiemu innemu się zmienić.
„Większość par nie kłóci się dlatego, że się nie kocha. Kłócą się, bo nierozwiązane urazy sprawiły, że bliskość przestała być bezpieczna."
Dziś jestem żoną i mamą. Mój mąż jest Włochem — wiem z doświadczenia, czego wymaga budowanie silnej relacji między różnymi kulturami, językami i oczekiwaniami. Wiem, ile codziennego wysiłku wymaga prawdziwa bliskość — i jak szybko ten wysiłek się zwraca, kiedy ma się właściwe narzędzia.
Pracuję z parami, które utknęły, które się męczą — i którym wciąż na sobie zależy na tyle, żeby spróbować. Pracuję też z osobami indywidualnymi: z tymi, którzy mierzą się ze swoimi schematami w relacjach, dochodzą do siebie po rozstaniu albo szykują się do czegoś zdrowszego. Moje podejście jest ustrukturyzowane i konkretne — nie otwarta rozmowa, ale jasny proces z jasnym kierunkiem.