Dlaczego klasyczna terapia często nie pomaga
Ze starych urazów nie wystarczy się wygadać.
Pod prawie każdą powracającą kłótnią leżą nierozwiązane urazy — zranienia, których nigdy porządnie nie naprawiono. Tu zaczyna się ta praca: rozkładamy je po kolei, metodą dr. Wyatta Fishera. Kiedy znikną, bliskość wraca.
Większość terapii par skupia się na komunikacji. To pomaga — ale nie tłumaczy, dlaczego można chodzić rok na sesje i wciąż nie widzieć efektów. Dlaczego ta sama awantura wciąż wraca. Dlaczego wciąż czujecie się samotni w Waszym związku.
Pod prawie każdym powtarzającym się konfliktem leżą stare, nierozwiązane urazy — konkretne momenty, w których jedno z Was poczuło się skrzywdzone, niezauważone albo zawiedzione, i to nigdy nie zostało porządnie naprawione. Te urazy nie znikają same. Po cichu budują dystans. A dystans emocjonalny zabija bliskość fizyczną.
Moja praca zaczyna się tam, gdzie klasyczna terapia dopiero zmierza — od samych urazów. Rozkładamy je po kolei, spokojną metodą krok po kroku, opracowaną przez dr. Wyatta Fishera. Kiedy stare sprawy są rozwiązane, prawdziwa bliskość — emocjonalna i fizyczna — może wreszcie wrócić.
Moja metoda
Uczyłam się u twórcy tej metody.
Szkolenie ukończyłam w Fisher Relationship Coaching Academy (FRCA) — bezpośrednio u dr. Wyatta Fishera, twórcy tej metody. Jego myśl jest prosta: to urazy między Wami stoją za większością powtarzających się kłótni. Dopóki nie zostaną rozwiązane, same narzędzia komunikacyjne i dobre chęci nie wystarczą.
Tę samą metodę stosuję z każdą parą, z którą pracuję.
Zobacz mój profil na stronie dr. Fishera →
3–6
miesięcy cotygodniowej terapii,
żeby w ogóle dotrzeć do sedna
1
sesja intensywna, żeby zacząć
rozwiązywać je wprost